Fajna sprawa… tak sobie czasem pograć na gitarze. A pograć w zespole? To przynajmniej trzy razy więcej frajdy. Wiele osób ma wątpliwości czy samodzielnie można się nauczyć gry na instrumencie. Jestem pewien, że można. Każdy może. Nie będzie to łatwe, bo zdobywanie fajnych umiejętności nigdy nie jest łatwe. Pojawi się kilka problemów a jeden z nich to chyba świadomie zastawiana pułapka.
Z tego artykułu dowiecie się jak zostać muzykiem (amatorem lub zawodowcem). Co więcej nie będzie to żaden wybieg, żadna wyższa teoria, która okaże się dostępna tylko dla utalentowanych lub bogatych. Ok – talent jest ważny, ale w Biblii napisano, że talenty da się, a nawet trzeba rozwijać. Nie, nie czytałem Biblii (widziałem film).
Moja edukacja muzyczna była dosyć burzliwym procesem. Mniejsza o szczegóły. W każdym razie zawsze miałem jakiegoś nauczyciela, ściślej – nauczycielkę (nie wiem czemu, od pewnego momentu muzyki uczyły mnie kobiety). Uczę się nadal. Choć nie mam już nauczycielek to jednak zdecydowana większość zdolnych muzyków, których znam to panie. Po maturze sam zacząłem nieoficjalnie i domowo uczyć muzyki. Uczyłem gry na gitarze i teorii (co by nie mówić sucha wiedza czasami jest nieoceniona).
Od momentu kiedy ktoś postanowi nauczyć się grać do chwili gdy bedzie sprawnie poruszać się w świecie dźwięków musi minąc trochę czasu. Ilość czasu jest odwrotnie proporcjonalna do ilości włożonego wysiłku. Po drodze pojawi się zwątpienie… Pojawi się i będzie odwiedzać czlowieka całkiem czesto, niestety. Ja zwątpilem około 245897415154785951567 razy. Mniej więce tyleż samo razy chciałem zmienić zainteresowanie. Po latach cieszę się, że się nie poddałem. Innym powtarzam, że skoro ja się nauczyłem to każdy może.
Przez większą część życia uważałem, że dobre opanowanie gry na gitarze jest możliwe wyłącznie z pomocą nauczyciela. Myślałem, że ci, którzy nauczyli się sami to tylko garstka geniuszy. Byłem wtedy młody i głupi. Dziś wiem, że nauczyciel nie jest potrzebny. Każdy może sam. W internecie jest cała masa kursów, księgarnie pękają w szwach od książek na te tematy. Jednak nie tędy droga.
Mamy już instrument i chęci i co dalej? Najpierw musimy nastroić gitarę. Jest to czynność, której nie można ominąć i należy od niej zacząć. Tylko niestety 99% samouczków do gry na gitarze strojenie ze słuchu traktuje jako pierwszą lekcję. To jest kosmiczna głupota autorów takich samouczków. Już uzasadniam…
Zdolności manualnie nie są najważniejszą rzeczą w muzyce. Najważniejszy jest słuch. Na szczęście słuch można wyćwiczyć, np. grając. Żeby samodzielnie nastroić gitarę trzeba mieć dobry, wyćwiczony słuch. I to jest zaklęte koło dla początkujących: aby grać musisz nastroić, aby nastroić musisz słyszeć, aby słyszeć musisz grać. Jak młody człowiek ma wejść w coś takiego? Jak widzę kurs gry na gitarze zaczynający się od nauki strojenia to ów kurs oceniam jako marny. Innym, sporym problemem jest terminologia. Stwierdzenie “pusta struna” może być uznane za niejasne. Iście kosmicznym babolem są kosmicznie zawiłe wyjaśnienia terminów takich jak legato, glissando czy tremolo. Mnie osobiście wkurza też zastępowanie niektórych nazw prostackimi, amerykańskimi określeniami.
Trzeba zatem odrzucić takie kursy. Kiedy ja zaczynałem nie było powszechnego dostępu do koncertówek, YouTube’a, tabulatur ale teraz mamy to wszystko. Warto z tego korzystać. Wystarczy obserwować i próbowac własnych sił. Jeżeli nie wychodzi – próbować dalej.
Strojenie i tak pozostaje problemem. Teoretycznie tunery są rozwiązeniem ale to tylko elektronika – albo zbyt precyzyjna, albo brak tunerom precyzji. Te nadmiernie precyzyjne są, dla początkujących, gorsze. Akurat o strojenie warto poprosić kogoś bardziej doświadczonego.
Granie promuję jak mogę, każdemu polecam. Chyba nie muszę tego wyjaśniać – bylaby to litania frazesów. Najlepsze wyniki osiągną i tak ci, którzy bez przekonywania wiedzą, że chcą grać.