Archiwum z kwiecień, 2009

Śpiewaj… z Melodyne

kwiecień 26, 2009

Kiedy usłyszałem legendarne nagranie z mikrofonu Mandaryny nie mogłem wyjść z podziwu… dla realizatorów. Jak dla mnie produkowanie płyt tej artystki jest raczej nie opłacalne. Wydawałoby się, że tysiące sprzedanych krążków nie są w stanie wynagrodzić producentom Mandaryny czasu i cierpliwości jaki musieli włożyć w to, by jej głos współbrzmiał z melodią. Niedawno poznałem program, który bardzo ułatwia tak karkołomne zadania jak realizowanie nagrań beznadziejnych wokalistów.

melodyneMelodyne występuje zarówno jako VST oraz samodzielny program. Za pomocą kilku kliknięć możemy osiągnąć właściwie wszystko. Program dzieli ścieżkę na dźwięki i analizuje ich wysokość. Za pomocą zaledwie kilku kliknięć, w prosty sposób możemy zmienić tonację, dokonać pełnej korekty, ustabilizować wysokości dźwięków, można nawet modelować timing ścieżki. Poświęciwszy odrobinę czasu można nawet z najbardziej niedoświadczonej osoby wyrzeźbić świetnego wokalistę.

Zauważyliście, że dzisiaj niewielu jest artystów brzmiących na żywo równie dobrze jak na nagraniach? Melodyne jest obecnie standardem w przemyśle muzycznym. Na stronie producenta znalazłem informacje na temat laureatów tegorocznego rozdania Grammy… wymieniono użytkowników Melodyne.

Alternatywnie o alternatywie

kwiecień 20, 2009

Swego czasu pisałem, na temat zgoła odmienny od tego, który teraz poruszam, jednak otarłem się w nim o pewną blisko-muzyczną dygresję. Na podstawie tejże dygresji zasugerowano mi napisanie tego co też, Czytelniku, czytasz.

Rzucam więc hasło: Alternatywa.

Alternatywa w sensie stricte muzycznym. Bo przecież trudno się nie zgodzić z faktem, że pojęcie to wpisało się już w nomenklaturę związaną ze światem muzyki. Nie od dziś, a nawet nie od roku słyszy się, bądź też czyta o: „szeroko pojętej alternatywie…”, „muzyce alternatywnej stanowiącej(o zgrozo!) alternatywę dla…”. I tak dalej, i tak dalej. Jednym słowem, którego autorem nie jestem- pipczenie.
Czym alternatywa zdaje się być, a wedle zasad przyjętych przez świat show-biznesu nie jest? Pomijam tę typowo matematyczną strukturę i zastosowanie alternatywy w tym pierwotnym znaczeniu. Alternatywa, jak mi się od zawsze zdawało była swego rodzaju wyborem. To możliwość wyboru spośród kilku opcji. Ale konkludując, alternatywność to wartość sama w sobie. Możliwość wyboru to nie przymiot, nie jest też cechą.
Obserwując to co się dzieje w serwisach społecznościowych ciężko nie zauważyć, że nikt tak nie rzuca wyssanymi z palca oskarżeniami jak alternatywna brać. No, Bogiem a prawdą są jeszcze elitarni wyznawcy kultu szatana i snobistyczni wielbiciele wybitnej muzyki, ale nie o nich mowa.
Jeśli zespół jest znany, nawet w pewnych specyficznych kręgach, ale nie ma przyfasowanej nalepki: Alternative Music, może oczekiwać zmasowanej fali krytyki. Tak cholernego tsunami o jakie potrafią się postarać tylko fanatycy skupieni pod jedynym słusznym sztandarem muzycznej ideologii.
Tworząc listę argumentów tych zwolenników A.(pozwolę sobie na taki skrót, bo pisać alternatywa w koło Macieju to aż mi mdło), zacząłbym prawdopodobnie od takich:
„Wykonawca X zjada swój własny ogon.”, dalej- „Y nie tworzy nic odkrywczego.”, kolejno- „P i Q powielają schematy.”
Tym sposobem jestem pewien, że większa część wykonawców, gdyby porównywać ich do zwierząt, nie robiłaby nic innego jak goniła dookoła z wywieszonym jęzorem i z myślą „Ogonek, ogonek! Mniam!”. Nie muszę chyba nadmieniać, że zespoły prądu wielkiego A. kroczą niczym te dumne prosiaczki. Bo prosiaczek to zwierzę pocieszne, na tyle grube, ze nawet jakby kiedyś zobaczył swój ogon, to nie ma możliwości zgiąć, żeby choć pomyśleć o złapaniu go. Zatem zamienił stryjek siekierkę na kijek. Bo miast gonić swe ogony lepiej gnoić wprost z obory!
Nikt nie tworzy tak rozbudowanych i pokrętnych panegiryków jak czciciele A. Bo A. jak to A-. wystarczy, że jest. A jak już jest, to rzadko kto pokusi się o krytykę. Krytykę, która notabene zostanie przyjęta niczym akt apostazji. A czemu? A bo nie.
Myśląc nad tym co mam napisać skoro otarłem się o metaforę związaną z hodowlą, nie mogłem oszczędzić jeszcze jednego zwierzęcia gospodarskiego – krowy.
Czasem mam wrażenie, że w poszukiwaniu czegoś nowego, tak świeżego i upajającego, fanatycy posunęli się za daleko, o tyle daleko, że czasem chyba wstyd im przyznać się do porażki. Bo oto wyobraźmy sobie człowieka z miasta, który wie tylko tyle, że to łaciate na łące daje mleko jak pociągnąć. Idzie więc miastowy przez łąkę, bo jest agroturystą to mu gospodarz pozwolił. Widzi krowę, ciągnie za co tam pociągnąć mu się udało. Heca taka, że faktycznie poleciało mleko. Zadowolony idzie dalej. A, że widział jak gospodarz używa pompy, myśli, że jak zacznie pompować ogonem to poleci więcej. Tym sposobem następna krowa doświadcza targania za ogon i ku uciesze turysty robi więcej, tylko jakieś to brązowe i trochę śmierdzi. Turysta wniebowzięty spotyka ostatnią krowę na łące. Nie zauważa łańcucha i palika. Stwierdza tylko, że ta krowa ma jakieś dziwne wymię. Kiedy już swoim sposobem pociągnął jak trzeba, stwierdza, że mimo wszystko mleko poleciało. Tylko jest dziwnie słodkie i gęste. Tak też widzę drogę do samego zjawiska fascynacji alternatywą. Niekoniecznie twierdząc, że jest tym co zdarza się pozyskać od ogiera rozpłodowego.
Najgorszym zdaje się być fakt jakim jest zawór tak otwarty, że aż zamknięty. Bo kto inny jak nie A. team jest tak otwarty na to co nowe, że nie jest w stanie tego przyjąć?
Jeśli fakty mówią co innego, to tym gorzej dla faktów, że tak sparafrazuję znane powiedzenie. Tak długo jak demokratycznie i na prawach zdrowej wymiany zdań obrywa się, w sposób większościowy, zespołowi nielubianemu i nieakceptowanemu przez A. lovers, tak długo wszystko jest ok. Ale kiedy jeden z bogów tego nurtu zostaje zdeprecjonowany w publicznej debacie, wtedy okazuje się, że wszyscy uczestnicy to się prawdopodobnie z własnymi organami rozrodczymi na rozum pozamieniali. Cóż można i tak.
Nikt też nie ulega tak łatwo manipulacji jak właśnie ta grupa, która za fundament swojej miłości stawia niezależność. W utworze pewnego brytyjskiego zespołu można znaleźć słowa, które pozwolę sobie uprościć na potrzeby tekstu, zachowując przekaz. Muzyczna rebelia powoduje, że ogarnia Cię szał, lecz tworzona jest przez milionerów, prawie dwa razy starszych od Ciebie.
Niestety ale fanatycznemu wyznawcy najłatwiej jest sięgać po autorytety! Tak, to jest ważne słowo. Autorytet. Autorytet o tyle specyficzny, że swoją rolę odgrywa tylko wraz z całą sitwą innych jemu podobnych. Lecz jest to jedyne obiektywne środowisko.
Im głębiej w las tym więcej drzew, a ja obawiam się, że ten las, w którym przyszło mi się teraz poruszać, jest zbyt ciemny tak jak ciemnymi wydają mi się pewne osoby. A raczej ociemniałymi, bo ciężko nie oślepnąć od sztucznego światła halogenów, jeśli patrzy się prosto w lampę. Koniec końców, nawet słońce, jeśli spojrzeć na nie bez ochrony okularów, oślepi. Takich okularów zdaje się poskąpiono tym, którzy tak naiwnie wierzą w wielkość pewnych zespołów, tylko z powodu metki wszytej przez koncerny muzyczne. Okularami takimi może być samodzielne myślenie.

(Rajca)
http://rajca.wordpress.com

Od Przema: Powyższy art to gościnny występ Rajcy. Przedstawione poglądy są poglądami autora tekstu, z którymi z grubsza się zgadzam (wyjąwszy opowiastkę o onanizowaniu bydła). Wydaje mi się, że agresja, nietolerancja i klapki na oczach większości alternatywistów wynikają najprawdopodobniej z głębokiego, wewnętrznego żalu. Upieranie się przy wywyższaniu jakiejkolwiek formy sztuki jest czystym nonsensem. Zwolennik muzyki jazzowej zawsze będzie mógł potraktować z góry głosiciela słuszności alternatywnej muzyki rozrywkowej. Być może z dala od takich sporów są melomani klasyczni. Na polu tej muzyki wartości są raczej obiektywne.

Logic pod Windows?

kwiecień 8, 2009

Niedawno stanąłem przed zadaniem polegającym na nieznacznym zmodyfikowaniu pewnego utworu. Prozaiczne zagadnienie okazało się niemal niewykonalne gdyż ślady zostały stworzone i ułożone za pomocą programu Logic Pro, który od dłuższego czasu funkcjonuje jedynie na komputerach Apple’a.

logic55Udało mi się znaleźć ostatnią, wydaną dla Windows, wersję Logica i prawie wszystko było ok, tylko brakuje mu pięciu vst. Stwierdziłem, że nie jest tak źle – mam brakujące vst w Cubase. Wiem, że nie mogę ich przenieść do Logica ale byłem przekonany, że mogę wyeksportować ślady z Logic do formatu OMF, by następnie zaimportować OMFa do Cubase. Tylko to nie bardzo chce działać. Po zaimportowaniu projektu, Cubase nie rozumie dźwięku (prawie ogłuchlem jak pierdnęło). Własnie udało mi się dociec pełnych nazw brakujących pluginów a to też nie było oczywiste. Logic wyświetlał np brak pluginu “R Comp 2 b”. Przez przypadek doszedłem, że jest to Renaissance Compressor, produkowany przez firmę Waves. Pozostałe potrzebne wtyczki także znalazłem w ich ofercie.

Jeszcze trochę zabawy ale wyszedłem na prostą i niezmiernie mnie to cieszy. Niesamowite, ile się trzeba nagimnastykować, żeby tracki załadować. Wprowadzenie zmian w miksie to drobnostka w porównaniu ze zdobyciem potrzebnego oprogramowania :D

Korektor Electri-Q

kwiecień 5, 2009

electri-qPoszukiwałem dobrego korektora, za pomocą którego mógłbym wprowadzić drobne poprawki zarówno do poszczególnych elementów, jaki i do całego miksu. Znalazłem bezpłatną wersję Electri-Q. Ten ośmiopasmowy korektor potrafi działać w dwóch trybach:

Analog – w tym trybie symuluje tranzystorowca, daje efekty jak analogowy equalizer.
Pure – tryb standardowy, oszczędny (pod względem zużycia zasobów procesora).

Co ciekawe do bezpłatnej wersji dołączono także winampowe odwzorowanie tej wtyczki.

Electri-Q można pobrać ze strony producenta: http://www.aixcoustic.com/index.php/Electri-Q-BETA/53/0/