Archiwum z maj, 2009

Nauka gry na gitarze

maj 7, 2009

Fajna sprawa… tak sobie czasem pograć na gitarze. A pograć w zespole? To przynajmniej trzy razy więcej frajdy. Wiele osób ma wątpliwości czy samodzielnie można się nauczyć gry na instrumencie. Jestem pewien, że można. Każdy może. Nie będzie to łatwe, bo zdobywanie fajnych umiejętności nigdy nie jest łatwe. Pojawi się kilka problemów a jeden z nich to chyba świadomie zastawiana pułapka.

Z tego artykułu dowiecie się jak zostać muzykiem (amatorem lub zawodowcem). Co więcej nie będzie to żaden wybieg, żadna wyższa teoria, która okaże się dostępna tylko dla utalentowanych lub bogatych. Ok – talent jest ważny, ale w Biblii napisano, że talenty da się, a nawet trzeba rozwijać. Nie, nie czytałem Biblii (widziałem film).

Moja edukacja muzyczna była dosyć burzliwym procesem. Mniejsza o szczegóły. W każdym razie zawsze miałem jakiegoś nauczyciela, ściślej – nauczycielkę (nie wiem czemu, od pewnego momentu muzyki uczyły mnie kobiety). Uczę się nadal. Choć nie mam już nauczycielek to jednak zdecydowana większość zdolnych muzyków, których znam to panie. Po maturze sam zacząłem nieoficjalnie i domowo uczyć muzyki. Uczyłem gry na gitarze i teorii (co by nie mówić sucha wiedza czasami jest nieoceniona).

Od momentu kiedy ktoś postanowi nauczyć się grać do chwili gdy bedzie sprawnie poruszać się w świecie dźwięków musi minąc trochę czasu. Ilość czasu jest odwrotnie proporcjonalna do ilości włożonego wysiłku. Po drodze pojawi się zwątpienie… Pojawi się i będzie odwiedzać czlowieka całkiem czesto, niestety. Ja zwątpilem około 245897415154785951567 razy. Mniej więce tyleż samo razy chciałem zmienić zainteresowanie. Po latach cieszę się, że się nie poddałem. Innym powtarzam, że skoro ja się nauczyłem to każdy może.

Przez większą część życia uważałem, że dobre opanowanie gry na gitarze jest możliwe wyłącznie z pomocą nauczyciela. Myślałem, że ci, którzy nauczyli się sami to tylko garstka geniuszy. Byłem wtedy młody i głupi. Dziś wiem, że nauczyciel nie jest potrzebny. Każdy może sam. W internecie jest cała masa kursów, księgarnie pękają w szwach od książek na te tematy. Jednak nie tędy droga.

Mamy już instrument i chęci i co dalej? Najpierw musimy nastroić gitarę. Jest to czynność, której nie można ominąć i należy od niej zacząć. Tylko niestety 99% samouczków do gry na gitarze strojenie ze słuchu traktuje jako pierwszą lekcję. To jest kosmiczna głupota autorów takich samouczków. Już uzasadniam…

Zdolności manualnie nie są najważniejszą rzeczą w muzyce. Najważniejszy jest słuch. Na szczęście słuch można wyćwiczyć, np. grając. Żeby samodzielnie nastroić gitarę trzeba mieć dobry, wyćwiczony słuch. I to jest zaklęte koło dla początkujących: aby grać musisz nastroić, aby nastroić musisz słyszeć, aby słyszeć musisz grać. Jak młody człowiek ma wejść w coś takiego? Jak widzę kurs gry na gitarze zaczynający się od nauki strojenia to ów kurs oceniam jako marny. Innym, sporym problemem jest terminologia. Stwierdzenie “pusta struna” może być uznane za niejasne. Iście kosmicznym babolem są kosmicznie zawiłe wyjaśnienia terminów takich jak legato, glissando czy tremolo. Mnie osobiście wkurza też zastępowanie niektórych nazw prostackimi, amerykańskimi określeniami.

Trzeba zatem odrzucić takie kursy. Kiedy ja zaczynałem nie było powszechnego dostępu do koncertówek, YouTube’a, tabulatur ale teraz mamy to wszystko. Warto z tego korzystać. Wystarczy obserwować i próbowac własnych sił. Jeżeli nie wychodzi – próbować dalej.

Strojenie i tak pozostaje problemem. Teoretycznie tunery są rozwiązeniem ale to tylko elektronika – albo zbyt precyzyjna, albo brak tunerom precyzji. Te nadmiernie precyzyjne są, dla początkujących, gorsze. Akurat o strojenie warto poprosić kogoś bardziej doświadczonego.

Granie promuję jak mogę, każdemu polecam. Chyba nie muszę tego wyjaśniać – bylaby to litania frazesów. Najlepsze wyniki osiągną i tak ci, którzy bez przekonywania wiedzą, że chcą grać.

Fender VG Strat

maj 6, 2009

Najbardziej zaawansowana technologicznie linia Stratocasterów to efekt współpracy Fendera z firmą Roland. VG stanowi odpowiedź na gitarę Robot, wypuszczoną 26 stycznia 2008, przez Gibson. Niedawno miałem okazję wypróbować fenderowskiego cyborga.

vg-stratWiosło jest standardowym Stratocasterem ale posiada zaimplementowany procesor Roland VG, służący do modelowania dźwięku. Sterowanie procesorem odbywa się za pomocą dwu dodatkowych potencjometrów. Jeden z nich umożliwia “zmianę gitary”: VG Stratocaster może brzmieć jak Stratocaster, Telecaster, gitara oparta na podwujnych przetwornikach, może też brzmieć jak gitara akustyczna. Drugi przetwornik odpowiada za strój instrumentu: standardowe, opuszczony D, otwarty G, barytonowy i modalny D oraz daje możliwośc symulacji brzmienia gitary dwunastostrunowej. Oczywiście gitara nie przestraja się fizycznie (robi to produkt Gibsona), zmiana stroju odbywa się dzięki procesorowi. W pewnym sensie tutaj wlasnie mozna zauważyć przewagę Stratocastera nad Gibsonem – jeżeli padnie bateria w procesorze poprostu wyłączają się efekty przez niego generowane i gramy dalej jak na zwykłym instrumencie. Skoro już wspomniałem o baterii… procesor Rolanda zasilany jest najzwyklejszą baterią AA (standardowa powinna wystarczyć na kilka do kilkunastu godzin grania). Obok przełącznika cewek znajduje się mala, niebieska dioda, która wskazuje stan baterii.

Jestem fanem produktów Fendera. VG Stratocaster to fantastyczna gitara i chciałbym ją mieć. Można ją już kupić w Polsce… za jakieś sześć tysięcy :D

Muzyka na majówkę

maj 1, 2009

A dzisiaj będzie typowo blogowo, pamiętnikowo ale nadal dźwiękowo. W wordpressowym brudnopisie zalega dawno nieaktualna lista, moim zdaniem najlepszych płyt 2008 roku. Nigdy jej nie ukończyłem, toteż nie opublikuję. Za to dzisiaj, z okazji święta pracy, mogę się z Wami podzielić dźwiękami, które mi będą towarzyszyć w majowy weekend (choć pewnie i dużo dłużej).

Dopadła mnie wiosna a razem z nią chęć słuchania nieco nowocześniejszych dźwięków. Na majowy spacer zabieram więc płytę Skalpela pt. Skalpel, już dzisiaj zdążyłem ją opisać (w poprzednim wpisie). Oto Theme From “Behind The Courtain”, jeden z najbardziej rozpoznawalnych utworów:

Kolejny album na majowy wypad to Białe wakacje, zespołu Ścianka. Lider Ścianki stwierdził, że na tej płycie “panuje klimat ciepłego, nocnego powietrza”. Stwierdzenie jest bardzo trafne. Teledysk do tytułowego utworu:

Aby jeszcze się uwiosennić proponuję pierwszą płytę ukraińskiej 5′nizzy. Z tej płyty numer pt Wiosna:

Skalpel – Skalpel

maj 1, 2009

Ten album ukazał się prawie pięć lat temu. Chciałem o nim wspomnieć przy okazji opisywania moich wyborów muzycznych na majowy weekend, ale nie mogłem od tak, bez wcześniejszego opisywania, wrzucić do piknikowego koszyczka tak ważnej płyty. Większość na pewno wie dlaczego to wydawnictwo jest tak ważne, ale nie wszyscy…

skalpel-lpW maju 2004 roku miało miejsce ważne, dla polskiej muzyki jazzowej, wydarzenie. Ukazała się płyta zespołu skalpel, zatytułowana najzwyczajniej “Skalpel”. Tym razem można było mówić o prawdziwej, światowej premierze. Skalpel to pierwszy, polski album wydany przez legendarną, brytyjską wytwórnię Ninja Tune. Już przed premierą polski duet podbił Londyn. Maxi-singiel Sculpture zniknął ze sklepów w ciągu kilku godzin a sprzedaż płyty została poparta sporą akcją promocyjną.

Skalpel to wrocławski duet. Didżeje Marcin Cichy i Igor Pudło łączą muzykę jazzową, elektroniczną i hiphopową. Na płycie znajdziemy świetne partie instrumentalne, brzmienia syntezowane, bogactwo sampli. To wszystko spowodowało, że dostaliśmy muzykę ambitną i bardzo przyjemną. Pojawiające się tu i ówdzie wstawki didżejskie dodają lekkości. Gorąco polecam.

(pw)