Nie bez problemów dorwałem w końcu ostatni album Amona Tobina – bodaj najważniejszego twórcy ze stajni Ninja Tune. Wytwórnia ta jest dla mnie jak nowy, niepoznany jeszcze ląd. Wkroczyłem w ten świat po wielu miesiącach dozowania sobie twórczości duetu Skalpel. Od wielu miesięcy czułem, że nie mam czego słuchać, że wszystkie odkrycia to co najwyżej pojedyncze płyty. Tymbardziej cieszy mnie fakt, że razem z płytami brazylijskiego DJ’a i kompozytora pojawiła się także perspektywa ciągłości odkryć.
Niezwykłość twórczości Amona Tobina polega na jego bardzo osobistym podejściu do muzyki. Mamy do czynienia z didżejem, miksującym sample różnego pochodzenia. Tobin jest też kompozytorem i instrumentalistą. Jego sample to jego własne melodie. Czesto też modyfikuje dźwieki, które na różne sposoby zdobywa, najczęściej samodzielnie je nagrywając.
Powinienem był zacząć od jednoznacznego stwierdzenia, że Tobin jest artystą sceny jazzowej. Jego utworu to elektroniczna, didżejska robota – nowoczesny jazz. Płyta Foley Room powstała przy współudziale wielu artystów a najbardziej charakterystycznym wspóltwórcą okazała się formacja Kronos Quartet – wyjątkowy kwartet smyczkowy. Mistrzostwo w łączeniu dźwięków elektronicznych z brzmieniem klasycznych instrumentów najwyraźniej słychać w otwierającym płytę utworze Bloodstone. Cała płyta stanowi pewną ciągłość. Ciekawe, że niemal klasyczny Bloodstone przeradza się w prawie imprezowy Esther’s. Z każdym taktem calość staje się coraz bardziej psychodeliczna.
Na płycie znajdziemy również mistrzowskie malowanie dźwiękiem, przykładem tego jest kompozycja Horsefish. Płyta Foley Room wywiera spory wpływ na moją wyobraźnię. Nie da się nie myśleć o muzyce, nie możliwe jest też myślenie o dźwiękach. Kompozytor potraktował umysł odbiorcy jak salę kinową, w której rozpoczął projekcję swoich obrazów. Dwa słowa: “opowiadanie dźwiekiem”. Mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi.
Bardzo polecam. Wszystkim.
Tagi: Acid-Jazz, Amon Tobin, Foley Room, Jazz, Muzyka, Ninja Tune, nu jazz