ScAryzona?

By Przemo

Pierwszą muzyką, którą naprawdę pokochałem były dźwięki zespołu Nirvana (amerykańska – grungeowa a nie brytyjska – jakaś tam). Nie wstydzę się tego, przeciwnie. Słuchałem Nirvany w czasach gdy rówieśnicy nie bardzo rozumieli skąd się bierze i czym w ogóle jest muzyka, słuchałem tegoż zespołu dalej, gdy reszta kochała Backstreet Boys.

Później odkryłem Kult (polski) i Republikę a niedługo nad umysłami moich rówieśników miał zapanować hip-hop. W 1997 roku spotkałem się z określeniem “trip-hop”. Hip-Hop mnie nie interesował i wątpiłem by coś o tak podobnej nazwie mogło zabrać mi więcej niż godzinę czasu. Jako młody człowiek chciałem jednak sprawdzić czym jest trip-hop, czy podobieństwo do hula-hopu przejawia się jedynie w nazwie i jakie są różnice. Chyba zastanawiałem się raczej nad tym jak przekłada się brzmienie na nazewnictwo. Trudno jednak wysłowić jak wielkie wrażenie zrobiła na mnie płyta Portishead.

Poszukiwanie muzyki nie było wtedy tak łatwe jak jest obecnie. Nie miałem komputera a internet był w ogóle raczej nowym wynalazkiem (nowym dla świata, co dopiero mówić o polskiej sieci globalnej…). Zamiast komputera miałem na biurku radiomagnetofony. Słuchałem Trójki i nagrywałem. Portishead i Massive Attack. Dzięki Trójce miałem też Unplugged Nirvany i wiele innych, fantastycznych płyt z różnych półek.

Chcę jednak wrócić do hip-hopu. Kiedy poszedłem do szkoły średniej okazał się, że wszyscy słuchają tej muzyki. W trzeciej klasie postanowiłem się przełamać i spróbować zrozumieć o co idzie szeroko-kroczącym. Przesłuchałem kilkanaście albumów i składanek zawierających rodzimą muzykę luzacką. Nie odnalazłem swojego klimatu i nawet nie próbowałem zrozumieć co oni w tym widzą. Na szczycie gównianej góry znajdowała się “perełka”, czyli Kinematografia – Paktofoniki. Może nie była szczytem błyskotliwości i przejawem muzycznego geniuszu ale na prawdę fajnie się tego słuchało. Czas między piętnastym o dziewiętnastym rokiem życia upłynął mi jednak pod znakiem punkrocka.

Bezdyskusyjnie pozytywną cechą punka był brak zrozumienia u większości społeczeństwa, agresja i energia, którą mogłem wykorzystać dowolnie. Po drodze Coma pierwszy raz wyszła z mroku. Głos Roguca i nietypowa jak na tamte czasy stylistyka sekcji rytmicznej miała później przykuć mnie do muzyki zespołu Tool. Wtedy wszystko zaczęło się klarować. Później przyszedł Jazz a nie tak dawno temu znowu ktoś użył przy mnie nazwy Portishead.

Nie będę już wracał do pisania o trip-hopie, chciałem wyjaśnić jeden z nietypowych powodów mojego (najpierw) zainteresowania i (później) mojej miłości do jazzu.
Często spotykam się z tym, że ludzie, którzy w jakiś sposób zajmują się muzyką nie najłatwiejszą, określają siebie samych jako złych, dostrzegają że są lubiani w bardzo specyficzny sposób.

Niedawno to zrozumiałem a tekst ów jest właściwie drugą próbą wyjaśnienia tego zjawiska. Szczerze mówiąc w jazzie nie chodzi mi tylko i wyłącznie o piękne dźwięki, o atmosferę i przeczysty dźwięk płyty Piano, o plastyczne brzmienia Komedy. Nie najważniejszą, jednak bardzo ważną sprawą jest spokój na poziomie społecznym. Otóż rock, punkrock czy nawet trip-hop są mniej lub bardziej rozumiane.

Zawsze, w każdym kurwa dialogu na temat muzyki każdy wsadzi coś od siebie. Jakieś zajebiście odkrywcze zdanie na temat riffu, czasami nawet pojawi się jakieś porównani gitarzystów. Prawda jest taka, że słyszałem już wszystkie możliwe opinie na temat niektórych stylów muzycznych (choć trip-hop pojawia się na ludzkich językach raczej nie często) i nudzi mnie dyskutowanie na tematy, które są tak cholernie oklepane.

Od kiedy odkrywam muzykę jazzową jestem zwolniony z obowiązku towarzyskiej rozmowy o muzyce. Albo ktoś nie zna nazwisk, które przytaczam albo nie zna twórczości tych ludzi a jak już nawet ktoś coś słyszał to pobieżnie a jeśli nawet jakimś cudem ktoś wytrwał w słuchaniu płyty do końca to najczęściej nie potrafi lub boi się wypowiedzieć na jej temat szerzej niż za pomocą kilku słów.

Mówiąc prościej – muzyka zawsze była dla mnie sposobem na ucieczkę od świata, szarości, problemów… muzyka pełni tą rolę dla każdego z nas a mi pomaga także skutecznie i trwale odizolować się od ludzi. Jazz jest najdoskonalszy. Nie tylko działa, dodatkowo większość ludzi nie jest w stanie zrozumieć jak działa :D

Do niektórych dźwięków trzeba dorosnąć.

Tagi: , , , , ,

Dodaj komentarz