Niedawno kretynka uważająca się za dziennikarkę radiową puściła na antenie swojej beznadziejnej, lokalnej rozgłośni informację o tym, że ja rzekomo wspaniale złożyłem ścieżkę dźwiękową filmu. Idiotka nawet nie trudziła się by zerknąć w napisy końcowe lub oficjalne informacje. No i skłamała bo ja z tą ścieżka miałem niewiele wspólnego. Materiał, który dostarczałem wykonał mój zespół i bardzo źle się stało, że “dziennikarka” tego nie zauważyła.
Zacznijmy od początku, w telegraficznym skrócie sprawa wygląda tak… 27 października odbyła się premiera amatorskiego thrillera pt.: “Zapis N”, w reżyserii mojego kolegi z pracy – Pitera. Zlecenie na wykonanie ścieżki dźwiękowej przyjął mój zespół. Potraktowaliśmy to poważnie – zapieprzaliśmy po nocach. Po pracy wchodziliśmy do studia, nagrywaliśmy tematy, później miksowaliśmy dźwięki pod sceny, w środku nocy biegałem z materiałem by wmontować go w film. Po powrocie jechaliśmy do studia nagrywać kompozycję, która była przewidziana jako główny temat.
W tym amatorskim filmie ścieżka dźwiękowa miała być w pełni profesjonalna.
Ogólnie kupa roboty, zapierdol nieziemski. Ryłem nosem o ziemie bo cały wolny czas poświęcałem by zmieścić się w nierealnych ramach czasowych. NIKT nam nie pomógł. No właśnie. No właśnie, jakby tak obejrzeć napisy to wychodzi na to, że nad udźwiękowieniem filmu pracowało strasznie dużo ludzi… zabawne.
Szybko okazało się, że ścieżka dźwiękowa nie będzie nasza bo trzeba znaleźć miejsce dla zespołu z Gdyni. Jakby to ująć… zespół nie dorasta do pięt Ściance, Kobietom, Old Time Radio, gdynianie dorobili się jednego albumu, który brzmi jak płyty setek innych kapel. No ale trzeba to trzeba, wklejono ich w ścieżkę.
Na kilka dni przed premierą ukończyliśmy instrumentalną wersję utworu, który miał być głównym, najlepszym motywem filmu. Niestety w miejscu, w którym track ów chciałem umieścić znalazło się nagranie zespołu z nikąd… teraz uwaga…
- skomponowane w sposób dziecinny
– bardzo słabo wykonane (wokalistka zaśpiewała sztywno, jakby sama nie wiedziała o czym śpiewa a instrumentaliści grali bez przekonania)
– źle nagrane (zero myślenia o proporcjach, brzmieniu, harmonii)
- odpychające brzmieniowo
Coś takiego znalazło się w najważniejszym miejscu każdej ścieżki dźwiękowej. Hmm, przychodzi mi do głowy piłkarskie porównanie Duńczyka z filmu Vabank. Piłkarz prowadzi brawurową akcję, spina się, przechodzi z piłką całe boisko zostawiając w tyle przeciwników, omija bramkarza i w sytuacji gdy ma przed sobą pustą bramkę… nogę do piłki przykłada cwaniak, który tam czekał i… strzela gola.
My odwaliliśmy całą robotę, przy której trzeba było wykazać się umiejętnościami, wyczuciem i słuchem, trzeba było ciężko pracować… budowaliśmy to wszystko, żeby na koniec pokazać widzom coś dobrego. W ostatniej scenie i na napisach końcowych z umieszczonych wcześniej drobiazgów mieliśmy zbudować najważniejszą kompozycję, mieliśmy pokazać klasę. Niestety swoje cztery akordy wepchnął kompletny amator i tandeciarz, który nie pomógł w tworzeniu ścieżki.
Gość nawet nie jest muzykiem. Gdyby był muzykiem wziąłby instrument, wszedł do studia i nagrał numer tak by ten przynajmniej poprawnie brzmiał. Nawet tego mu się nie chciało… a może nie potrafił. A możliwość była, wystarczyło się umówić.
To co się stało ma swoją dobrą stronę. Temat główny jest gotowy i jesteśmy zadowoleni z rezultatów pracy. Nie znalazł się w filmie – i świetnie. Mamy kolejny numer na płytę, trochę roboty z głowy. Praca nad utworem się opłaciła bo mamy dobry materiał a facet, który wepchnął swoją mierną pioseneczkę nadal pozostanie garażowym brzdąkaczem z małego miasteczka.
Popatrzcie jak media kłamią… niby dobra robota w moim wykonaniu, tak na prawdę poziom żenujący a w tym co stworzył mój zespół jest… może 30% mojego wkładu (i to raczej w bieganiu niż w muzyce)
Aha… jeszcze jedno… naprawdę zależało mi na tym by ten soundtrack był zrobiony na maksa profesjonalnie i… chuj. Wśród osób planujących film zabrakło kogoś kto ma pojęcie o roli jaką ma do spełnienia muzyka.
Jeden z trójmiejskich zespołów stworzył ścieżkę dźwiękową do filmu “Mroczny ślad przeszłości”. Ścianka wspierana przez Tomka Ziętka z Pink Freud. Wypadek pod Rzeszowem zmienił bieg historii…
Tagi: Muzyka, naucz się grać chuju ze wsi, soundtrack, ściezka dźwiękowa
Październik 30, 2011 o 9:43 pm
Nie masz na co narzekać. Twój zespół ma takie warunki o jakich inne mogą tylko marzyć. Możliwości i umiejętności macie spore, wykorzystujcie to na maksa, w końcu tylko wyobraźnia was ogranicza. A ludzkie lenistwo i prostactwo niespełnionych muzyków to zjawiska tak normalne jak śnieg w grudniu.
Trzeba to olać i iść dalej.
Pozdro.
Listopad 20, 2011 o 4:21 pm
Fajne tagi
Listopad 21, 2011 o 1:35 pm
Może niektórzy muzycy są tak wielcy i wspaniali, że nie grają? Może doskonałość wykracza poza ramy muzyczne?
Listopad 21, 2011 o 1:44 pm
LOL! Reductio ad absurdum!
Ale możliwe, pewnie tak…