Distortion czy overdrive?

czerwiec 3, 2009 - autor: Przemo

Czy może Fuzz? Distortion, overdrive i fuzz należą do jednej grupy efektów, nazywanych potocznie chrupiącymi lub brudnymi. Fuzzy są obecnie zapomniane, używanie głównie przez muzyków chcących odwzorować toporne brzmienia, popularne w latach 70-tych. Postaram się krótko opisać subtelną różnicę między klasycznym przesterem i dystorsją.

Overdrive jest efektem, który w swoich założeniach ma symulować przesterowanie będące efektem dźwiękowym powstającym w wyniku przegrzania cewki. Overdrive są wzorowana na efektach “zmęczenia” wzmacniaczy lampowych. Mówiąc prościej – mają stanowić odpowiednik naturalnego przesterowania dźwięku. Dlatego też overdrive jest najdelikatniejszym z efektów – przydatnym np. w muzyce bluesowej.

Distortion to silniejsze przesterowanie, powstające przez zastosowanie większej ilości zniekształceń nieliniowych. Efekt jest zdecydowanie bardziej sztuczny – ostrzejszy. Dźwięk staje się nieco “zamulony”, muzycznie mamy do czynienia z brzmieniem cięższym.

Jeżeli więc ktoś posłuży się stwierdzeniem, że dźwięk jest za bardzo distortion a zbyt odbiegający od overdrive (albo odwrotnie) to nie jest to głupota, tylko opis barwy.

Gitarzystom proponuję sprawdzić produkty Boss’a:
OS-2:  efekt oferujący zarówno przester jak i dystorsję. Regulujemy głębię efektu, tony, poziom efektu i zabarwienie od overdrive po distortion.
OD-3: typowy overdrive.
DS-1/DS-2: typowy distortion.

(-p)

Nauka gry na gitarze

maj 7, 2009 - autor: Przemo

Fajna sprawa… tak sobie czasem pograć na gitarze. A pograć w zespole? To przynajmniej trzy razy więcej frajdy. Wiele osób ma wątpliwości czy samodzielnie można się nauczyć gry na instrumencie. Jestem pewien, że można. Każdy może. Nie będzie to łatwe, bo zdobywanie fajnych umiejętności nigdy nie jest łatwe. Pojawi się kilka problemów a jeden z nich to chyba świadomie zastawiana pułapka.

Z tego artykułu dowiecie się jak zostać muzykiem (amatorem lub zawodowcem). Co więcej nie będzie to żaden wybieg, żadna wyższa teoria, która okaże się dostępna tylko dla utalentowanych lub bogatych. Ok – talent jest ważny, ale w Biblii napisano, że talenty da się, a nawet trzeba rozwijać. Nie, nie czytałem Biblii (widziałem film).

Moja edukacja muzyczna była dosyć burzliwym procesem. Mniejsza o szczegóły. W każdym razie zawsze miałem jakiegoś nauczyciela, ściślej – nauczycielkę (nie wiem czemu, od pewnego momentu muzyki uczyły mnie kobiety). Uczę się nadal. Choć nie mam już nauczycielek to jednak zdecydowana większość zdolnych muzyków, których znam to panie. Po maturze sam zacząłem nieoficjalnie i domowo uczyć muzyki. Uczyłem gry na gitarze i teorii (co by nie mówić sucha wiedza czasami jest nieoceniona).

Od momentu kiedy ktoś postanowi nauczyć się grać do chwili gdy bedzie sprawnie poruszać się w świecie dźwięków musi minąc trochę czasu. Ilość czasu jest odwrotnie proporcjonalna do ilości włożonego wysiłku. Po drodze pojawi się zwątpienie… Pojawi się i będzie odwiedzać czlowieka całkiem czesto, niestety. Ja zwątpilem około 245897415154785951567 razy. Mniej więce tyleż samo razy chciałem zmienić zainteresowanie. Po latach cieszę się, że się nie poddałem. Innym powtarzam, że skoro ja się nauczyłem to każdy może.

Przez większą część życia uważałem, że dobre opanowanie gry na gitarze jest możliwe wyłącznie z pomocą nauczyciela. Myślałem, że ci, którzy nauczyli się sami to tylko garstka geniuszy. Byłem wtedy młody i głupi. Dziś wiem, że nauczyciel nie jest potrzebny. Każdy może sam. W internecie jest cała masa kursów, księgarnie pękają w szwach od książek na te tematy. Jednak nie tędy droga.

Mamy już instrument i chęci i co dalej? Najpierw musimy nastroić gitarę. Jest to czynność, której nie można ominąć i należy od niej zacząć. Tylko niestety 99% samouczków do gry na gitarze strojenie ze słuchu traktuje jako pierwszą lekcję. To jest kosmiczna głupota autorów takich samouczków. Już uzasadniam…

Zdolności manualnie nie są najważniejszą rzeczą w muzyce. Najważniejszy jest słuch. Na szczęście słuch można wyćwiczyć, np. grając. Żeby samodzielnie nastroić gitarę trzeba mieć dobry, wyćwiczony słuch. I to jest zaklęte koło dla początkujących: aby grać musisz nastroić, aby nastroić musisz słyszeć, aby słyszeć musisz grać. Jak młody człowiek ma wejść w coś takiego? Jak widzę kurs gry na gitarze zaczynający się od nauki strojenia to ów kurs oceniam jako marny. Innym, sporym problemem jest terminologia. Stwierdzenie “pusta struna” może być uznane za niejasne. Iście kosmicznym babolem są kosmicznie zawiłe wyjaśnienia terminów takich jak legato, glissando czy tremolo. Mnie osobiście wkurza też zastępowanie niektórych nazw prostackimi, amerykańskimi określeniami.

Trzeba zatem odrzucić takie kursy. Kiedy ja zaczynałem nie było powszechnego dostępu do koncertówek, YouTube’a, tabulatur ale teraz mamy to wszystko. Warto z tego korzystać. Wystarczy obserwować i próbowac własnych sił. Jeżeli nie wychodzi – próbować dalej.

Strojenie i tak pozostaje problemem. Teoretycznie tunery są rozwiązeniem ale to tylko elektronika – albo zbyt precyzyjna, albo brak tunerom precyzji. Te nadmiernie precyzyjne są, dla początkujących, gorsze. Akurat o strojenie warto poprosić kogoś bardziej doświadczonego.

Granie promuję jak mogę, każdemu polecam. Chyba nie muszę tego wyjaśniać – bylaby to litania frazesów. Najlepsze wyniki osiągną i tak ci, którzy bez przekonywania wiedzą, że chcą grać.

Fender VG Strat

maj 6, 2009 - autor: Przemo

Najbardziej zaawansowana technologicznie linia Stratocasterów to efekt współpracy Fendera z firmą Roland. VG stanowi odpowiedź na gitarę Robot, wypuszczoną 26 stycznia 2008, przez Gibson. Niedawno miałem okazję wypróbować fenderowskiego cyborga.

vg-stratWiosło jest standardowym Stratocasterem ale posiada zaimplementowany procesor Roland VG, służący do modelowania dźwięku. Sterowanie procesorem odbywa się za pomocą dwu dodatkowych potencjometrów. Jeden z nich umożliwia “zmianę gitary”: VG Stratocaster może brzmieć jak Stratocaster, Telecaster, gitara oparta na podwujnych przetwornikach, może też brzmieć jak gitara akustyczna. Drugi przetwornik odpowiada za strój instrumentu: standardowe, opuszczony D, otwarty G, barytonowy i modalny D oraz daje możliwośc symulacji brzmienia gitary dwunastostrunowej. Oczywiście gitara nie przestraja się fizycznie (robi to produkt Gibsona), zmiana stroju odbywa się dzięki procesorowi. W pewnym sensie tutaj wlasnie mozna zauważyć przewagę Stratocastera nad Gibsonem – jeżeli padnie bateria w procesorze poprostu wyłączają się efekty przez niego generowane i gramy dalej jak na zwykłym instrumencie. Skoro już wspomniałem o baterii… procesor Rolanda zasilany jest najzwyklejszą baterią AA (standardowa powinna wystarczyć na kilka do kilkunastu godzin grania). Obok przełącznika cewek znajduje się mala, niebieska dioda, która wskazuje stan baterii.

Jestem fanem produktów Fendera. VG Stratocaster to fantastyczna gitara i chciałbym ją mieć. Można ją już kupić w Polsce… za jakieś sześć tysięcy :D

Muzyka na majówkę

maj 1, 2009 - autor: Przemo

A dzisiaj będzie typowo blogowo, pamiętnikowo ale nadal dźwiękowo. W wordpressowym brudnopisie zalega dawno nieaktualna lista, moim zdaniem najlepszych płyt 2008 roku. Nigdy jej nie ukończyłem, toteż nie opublikuję. Za to dzisiaj, z okazji święta pracy, mogę się z Wami podzielić dźwiękami, które mi będą towarzyszyć w majowy weekend (choć pewnie i dużo dłużej).

Dopadła mnie wiosna a razem z nią chęć słuchania nieco nowocześniejszych dźwięków. Na majowy spacer zabieram więc płytę Skalpela pt. Skalpel, już dzisiaj zdążyłem ją opisać (w poprzednim wpisie). Oto Theme From “Behind The Courtain”, jeden z najbardziej rozpoznawalnych utworów:

Kolejny album na majowy wypad to Białe wakacje, zespołu Ścianka. Lider Ścianki stwierdził, że na tej płycie “panuje klimat ciepłego, nocnego powietrza”. Stwierdzenie jest bardzo trafne. Teledysk do tytułowego utworu:

Aby jeszcze się uwiosennić proponuję pierwszą płytę ukraińskiej 5′nizzy. Z tej płyty numer pt Wiosna:

Skalpel – Skalpel

maj 1, 2009 - autor: Przemo

Ten album ukazał się prawie pięć lat temu. Chciałem o nim wspomnieć przy okazji opisywania moich wyborów muzycznych na majowy weekend, ale nie mogłem od tak, bez wcześniejszego opisywania, wrzucić do piknikowego koszyczka tak ważnej płyty. Większość na pewno wie dlaczego to wydawnictwo jest tak ważne, ale nie wszyscy…

skalpel-lpW maju 2004 roku miało miejsce ważne, dla polskiej muzyki jazzowej, wydarzenie. Ukazała się płyta zespołu skalpel, zatytułowana najzwyczajniej “Skalpel”. Tym razem można było mówić o prawdziwej, światowej premierze. Skalpel to pierwszy, polski album wydany przez legendarną, brytyjską wytwórnię Ninja Tune. Już przed premierą polski duet podbił Londyn. Maxi-singiel Sculpture zniknął ze sklepów w ciągu kilku godzin a sprzedaż płyty została poparta sporą akcją promocyjną.

Skalpel to wrocławski duet. Didżeje Marcin Cichy i Igor Pudło łączą muzykę jazzową, elektroniczną i hiphopową. Na płycie znajdziemy świetne partie instrumentalne, brzmienia syntezowane, bogactwo sampli. To wszystko spowodowało, że dostaliśmy muzykę ambitną i bardzo przyjemną. Pojawiające się tu i ówdzie wstawki didżejskie dodają lekkości. Gorąco polecam.

(pw)

Śpiewaj… z Melodyne

kwiecień 26, 2009 - autor: Przemo

Kiedy usłyszałem legendarne nagranie z mikrofonu Mandaryny nie mogłem wyjść z podziwu… dla realizatorów. Jak dla mnie produkowanie płyt tej artystki jest raczej nie opłacalne. Wydawałoby się, że tysiące sprzedanych krążków nie są w stanie wynagrodzić producentom Mandaryny czasu i cierpliwości jaki musieli włożyć w to, by jej głos współbrzmiał z melodią. Niedawno poznałem program, który bardzo ułatwia tak karkołomne zadania jak realizowanie nagrań beznadziejnych wokalistów.

melodyneMelodyne występuje zarówno jako VST oraz samodzielny program. Za pomocą kilku kliknięć możemy osiągnąć właściwie wszystko. Program dzieli ścieżkę na dźwięki i analizuje ich wysokość. Za pomocą zaledwie kilku kliknięć, w prosty sposób możemy zmienić tonację, dokonać pełnej korekty, ustabilizować wysokości dźwięków, można nawet modelować timing ścieżki. Poświęciwszy odrobinę czasu można nawet z najbardziej niedoświadczonej osoby wyrzeźbić świetnego wokalistę.

Zauważyliście, że dzisiaj niewielu jest artystów brzmiących na żywo równie dobrze jak na nagraniach? Melodyne jest obecnie standardem w przemyśle muzycznym. Na stronie producenta znalazłem informacje na temat laureatów tegorocznego rozdania Grammy… wymieniono użytkowników Melodyne.

Alternatywnie o alternatywie

kwiecień 20, 2009 - autor: Przemo

Swego czasu pisałem, na temat zgoła odmienny od tego, który teraz poruszam, jednak otarłem się w nim o pewną blisko-muzyczną dygresję. Na podstawie tejże dygresji zasugerowano mi napisanie tego co też, Czytelniku, czytasz.

Rzucam więc hasło: Alternatywa.

Alternatywa w sensie stricte muzycznym. Bo przecież trudno się nie zgodzić z faktem, że pojęcie to wpisało się już w nomenklaturę związaną ze światem muzyki. Nie od dziś, a nawet nie od roku słyszy się, bądź też czyta o: „szeroko pojętej alternatywie…”, „muzyce alternatywnej stanowiącej(o zgrozo!) alternatywę dla…”. I tak dalej, i tak dalej. Jednym słowem, którego autorem nie jestem- pipczenie.
Czym alternatywa zdaje się być, a wedle zasad przyjętych przez świat show-biznesu nie jest? Pomijam tę typowo matematyczną strukturę i zastosowanie alternatywy w tym pierwotnym znaczeniu. Alternatywa, jak mi się od zawsze zdawało była swego rodzaju wyborem. To możliwość wyboru spośród kilku opcji. Ale konkludując, alternatywność to wartość sama w sobie. Możliwość wyboru to nie przymiot, nie jest też cechą.
Obserwując to co się dzieje w serwisach społecznościowych ciężko nie zauważyć, że nikt tak nie rzuca wyssanymi z palca oskarżeniami jak alternatywna brać. No, Bogiem a prawdą są jeszcze elitarni wyznawcy kultu szatana i snobistyczni wielbiciele wybitnej muzyki, ale nie o nich mowa.
Jeśli zespół jest znany, nawet w pewnych specyficznych kręgach, ale nie ma przyfasowanej nalepki: Alternative Music, może oczekiwać zmasowanej fali krytyki. Tak cholernego tsunami o jakie potrafią się postarać tylko fanatycy skupieni pod jedynym słusznym sztandarem muzycznej ideologii.
Tworząc listę argumentów tych zwolenników A.(pozwolę sobie na taki skrót, bo pisać alternatywa w koło Macieju to aż mi mdło), zacząłbym prawdopodobnie od takich:
„Wykonawca X zjada swój własny ogon.”, dalej- „Y nie tworzy nic odkrywczego.”, kolejno- „P i Q powielają schematy.”
Tym sposobem jestem pewien, że większa część wykonawców, gdyby porównywać ich do zwierząt, nie robiłaby nic innego jak goniła dookoła z wywieszonym jęzorem i z myślą „Ogonek, ogonek! Mniam!”. Nie muszę chyba nadmieniać, że zespoły prądu wielkiego A. kroczą niczym te dumne prosiaczki. Bo prosiaczek to zwierzę pocieszne, na tyle grube, ze nawet jakby kiedyś zobaczył swój ogon, to nie ma możliwości zgiąć, żeby choć pomyśleć o złapaniu go. Zatem zamienił stryjek siekierkę na kijek. Bo miast gonić swe ogony lepiej gnoić wprost z obory!
Nikt nie tworzy tak rozbudowanych i pokrętnych panegiryków jak czciciele A. Bo A. jak to A-. wystarczy, że jest. A jak już jest, to rzadko kto pokusi się o krytykę. Krytykę, która notabene zostanie przyjęta niczym akt apostazji. A czemu? A bo nie.
Myśląc nad tym co mam napisać skoro otarłem się o metaforę związaną z hodowlą, nie mogłem oszczędzić jeszcze jednego zwierzęcia gospodarskiego – krowy.
Czasem mam wrażenie, że w poszukiwaniu czegoś nowego, tak świeżego i upajającego, fanatycy posunęli się za daleko, o tyle daleko, że czasem chyba wstyd im przyznać się do porażki. Bo oto wyobraźmy sobie człowieka z miasta, który wie tylko tyle, że to łaciate na łące daje mleko jak pociągnąć. Idzie więc miastowy przez łąkę, bo jest agroturystą to mu gospodarz pozwolił. Widzi krowę, ciągnie za co tam pociągnąć mu się udało. Heca taka, że faktycznie poleciało mleko. Zadowolony idzie dalej. A, że widział jak gospodarz używa pompy, myśli, że jak zacznie pompować ogonem to poleci więcej. Tym sposobem następna krowa doświadcza targania za ogon i ku uciesze turysty robi więcej, tylko jakieś to brązowe i trochę śmierdzi. Turysta wniebowzięty spotyka ostatnią krowę na łące. Nie zauważa łańcucha i palika. Stwierdza tylko, że ta krowa ma jakieś dziwne wymię. Kiedy już swoim sposobem pociągnął jak trzeba, stwierdza, że mimo wszystko mleko poleciało. Tylko jest dziwnie słodkie i gęste. Tak też widzę drogę do samego zjawiska fascynacji alternatywą. Niekoniecznie twierdząc, że jest tym co zdarza się pozyskać od ogiera rozpłodowego.
Najgorszym zdaje się być fakt jakim jest zawór tak otwarty, że aż zamknięty. Bo kto inny jak nie A. team jest tak otwarty na to co nowe, że nie jest w stanie tego przyjąć?
Jeśli fakty mówią co innego, to tym gorzej dla faktów, że tak sparafrazuję znane powiedzenie. Tak długo jak demokratycznie i na prawach zdrowej wymiany zdań obrywa się, w sposób większościowy, zespołowi nielubianemu i nieakceptowanemu przez A. lovers, tak długo wszystko jest ok. Ale kiedy jeden z bogów tego nurtu zostaje zdeprecjonowany w publicznej debacie, wtedy okazuje się, że wszyscy uczestnicy to się prawdopodobnie z własnymi organami rozrodczymi na rozum pozamieniali. Cóż można i tak.
Nikt też nie ulega tak łatwo manipulacji jak właśnie ta grupa, która za fundament swojej miłości stawia niezależność. W utworze pewnego brytyjskiego zespołu można znaleźć słowa, które pozwolę sobie uprościć na potrzeby tekstu, zachowując przekaz. Muzyczna rebelia powoduje, że ogarnia Cię szał, lecz tworzona jest przez milionerów, prawie dwa razy starszych od Ciebie.
Niestety ale fanatycznemu wyznawcy najłatwiej jest sięgać po autorytety! Tak, to jest ważne słowo. Autorytet. Autorytet o tyle specyficzny, że swoją rolę odgrywa tylko wraz z całą sitwą innych jemu podobnych. Lecz jest to jedyne obiektywne środowisko.
Im głębiej w las tym więcej drzew, a ja obawiam się, że ten las, w którym przyszło mi się teraz poruszać, jest zbyt ciemny tak jak ciemnymi wydają mi się pewne osoby. A raczej ociemniałymi, bo ciężko nie oślepnąć od sztucznego światła halogenów, jeśli patrzy się prosto w lampę. Koniec końców, nawet słońce, jeśli spojrzeć na nie bez ochrony okularów, oślepi. Takich okularów zdaje się poskąpiono tym, którzy tak naiwnie wierzą w wielkość pewnych zespołów, tylko z powodu metki wszytej przez koncerny muzyczne. Okularami takimi może być samodzielne myślenie.

(Rajca)
http://rajca.wordpress.com

Od Przema: Powyższy art to gościnny występ Rajcy. Przedstawione poglądy są poglądami autora tekstu, z którymi z grubsza się zgadzam (wyjąwszy opowiastkę o onanizowaniu bydła). Wydaje mi się, że agresja, nietolerancja i klapki na oczach większości alternatywistów wynikają najprawdopodobniej z głębokiego, wewnętrznego żalu. Upieranie się przy wywyższaniu jakiejkolwiek formy sztuki jest czystym nonsensem. Zwolennik muzyki jazzowej zawsze będzie mógł potraktować z góry głosiciela słuszności alternatywnej muzyki rozrywkowej. Być może z dala od takich sporów są melomani klasyczni. Na polu tej muzyki wartości są raczej obiektywne.

Logic pod Windows?

kwiecień 8, 2009 - autor: Przemo

Niedawno stanąłem przed zadaniem polegającym na nieznacznym zmodyfikowaniu pewnego utworu. Prozaiczne zagadnienie okazało się niemal niewykonalne gdyż ślady zostały stworzone i ułożone za pomocą programu Logic Pro, który od dłuższego czasu funkcjonuje jedynie na komputerach Apple’a.

logic55Udało mi się znaleźć ostatnią, wydaną dla Windows, wersję Logica i prawie wszystko było ok, tylko brakuje mu pięciu vst. Stwierdziłem, że nie jest tak źle – mam brakujące vst w Cubase. Wiem, że nie mogę ich przenieść do Logica ale byłem przekonany, że mogę wyeksportować ślady z Logic do formatu OMF, by następnie zaimportować OMFa do Cubase. Tylko to nie bardzo chce działać. Po zaimportowaniu projektu, Cubase nie rozumie dźwięku (prawie ogłuchlem jak pierdnęło). Własnie udało mi się dociec pełnych nazw brakujących pluginów a to też nie było oczywiste. Logic wyświetlał np brak pluginu “R Comp 2 b”. Przez przypadek doszedłem, że jest to Renaissance Compressor, produkowany przez firmę Waves. Pozostałe potrzebne wtyczki także znalazłem w ich ofercie.

Jeszcze trochę zabawy ale wyszedłem na prostą i niezmiernie mnie to cieszy. Niesamowite, ile się trzeba nagimnastykować, żeby tracki załadować. Wprowadzenie zmian w miksie to drobnostka w porównaniu ze zdobyciem potrzebnego oprogramowania :D

Korektor Electri-Q

kwiecień 5, 2009 - autor: Przemo

electri-qPoszukiwałem dobrego korektora, za pomocą którego mógłbym wprowadzić drobne poprawki zarówno do poszczególnych elementów, jaki i do całego miksu. Znalazłem bezpłatną wersję Electri-Q. Ten ośmiopasmowy korektor potrafi działać w dwóch trybach:

Analog – w tym trybie symuluje tranzystorowca, daje efekty jak analogowy equalizer.
Pure – tryb standardowy, oszczędny (pod względem zużycia zasobów procesora).

Co ciekawe do bezpłatnej wersji dołączono także winampowe odwzorowanie tej wtyczki.

Electri-Q można pobrać ze strony producenta: http://www.aixcoustic.com/index.php/Electri-Q-BETA/53/0/

N.O.H.A.

luty 10, 2009 - autor: Przemo

Nu Jazz to takie miejsce w świecie muzyki gdzie wpadające w ucho, energetyczne, klubowe rytmy spotykają się z magią i narkotyczną wirtuozerią jazzu. Każda dobra, nujazzowa płyta, każde nagranie jest dla mnie na wagę złota. Do tworzenia dźwięków można podejść ambitnie i tą ambicją stworzyć coś, co rozkręci świetną imprezę.

Długo zastanawiałem się co chciałbym dzisiaj pokazać. Jest tego dosyć sporo, największe ciśnienie mam chyba na kolejną płytę Jarretta ale nie mogę tak cały czas wałkować jednego tematu. W kolejce czeka też pewien bootleg zespołu Nirvana, jednak czuję, że nie dam rady słuchać muzyki rockowej, przynajmniej na razie. W brudnopisie AW leżą także opisy oprogramowania i instrumentów, lecz dzisiaj chciałbym pokazać Wam coś, co niektórzy (słuchacze Trójki) znają już od dłuższego czasu.

Międzynarodowy projekt nazywa się N.O.H.A. Formację założył saksofonista Philip Noha, który jest odpowiedzialny za sax i brzmienia elektroniczne, wokalem zajęła się genialna Minerva Diaz Perez. W późniejszym okresie dołączyli inni muzycy, związani bardziej ze sceną klubowego grania. Ich utwór pt. To Cafe dzisiaj trafił do poczekalni listy przebojów Trójki, także dzisiaj pojawil się na moim last.fm :) Co tu dużo pisać… sami posłuchajcie:

www.myspace.com/planetnoha – N.O.H.A. na MySpace
n-o-h-a.de – oficjalna witryna internetowa

Miłego słuchania.